Libańczycy oskarżają Izrael o wymazywanie ich miast z mapy. Tragedia południa kraju
Mieszkańcy przygranicznych terenów w południowym Libanie oraz wysocy rangą urzędnicy państwowi alarmują, że izraelskie siły zbrojne prowadzą systematyczną i celową operację całkowitego niszczenia tamtejszych miast i wsi. Świadectwa uchodźców, raporty naukowe oraz najnowsze zdjęcia satelitarne jednoznacznie wskazują, że skala dewastacji drastycznie wzrosła po formalnym wejściu w życie zawieszenia broni, które ogłoszono 17 kwietnia bieżącego roku.
Konflikt między Izraelem a Hezbollahem wybuchł z pełną siłą 2 Stycznia po tym, jak wspierany przez Iran ruch szyicki wciągnął Liban w szerszą wojnę na Bliskim Wschodzie. W odpowiedzi na ataki rakietowe, armia izraelska przeprowadziła zmasowane naloty oraz rozpoczęła operację lądową na południu Libanu. Choć Tel Awiw regularnie zapewnia, że jego celem są wyłącznie pozycje i bojownicy Hezbollahu, a nie ludność cywilna, to skala zniszczeń infrastruktury, domów, szkół, obiektów sakralnych i pól uprawnych rysuje zupełnie inny obraz sytuacji.
„Urbicyd” w przygranicznych miasteczkach Yarun i Bint Dżubajl
Jednym z najbardziej dotkniętych miejsc jest chrześcijańsko-muzułmańskie miasteczko Yarun, położone niespełna kilometr od granicy z Izraelem. Zdjęcia satelitarne wykonane przez Planet Labs PBC pokazują, że miejscowość ta została niemal całkowicie zrównana z ziemią. Zniszczeniu uległy nie tylko domy mieszkalne, ale również lokalna szkoła św. Jerzego, klasztor oraz dom parafialny. Wysiedleni mieszkańcy, którzy nie mają możliwości powrotu do swoich domów, zrzucają się wspólnie na komercyjne zdjęcia satelitarne (kosztujące 140 dolarów), aby przez ekrany telefonów sprawdzić, czy ich dobytek jeszcze istnieje.
Libańska minister środowiska Tamara Zein oraz sami uchodźcy wprost oskarżają Izrael o popełnianie tzw. „urbicydu” – czyli intencjonalnego, bezwzględnego niszczenia obszarów miejskich i tkanki społecznej w taki sposób, aby całkowicie uniemożliwić tam powrót normalnego życia. Podobny los spotkał starożytne, położone na wzgórzu miasto Bint Dżubajl, uznawane za bastion Hezbollahu. O ile na początku kwietnia analizy satelitarne nie wykazywały tam drastycznych strat, o tyle miesiąc później – już w trakcie trwania formalnego rozejmu – miasto zostało niemal w całości zrównane z ziemią przez izraelskie ekipy wyburzeniowe. W powietrze wysadzono m.in. miejski stadion, lokalny szpital, instytucje wodno-kanalizacyjne oraz szkoły.
Porażający bilans strat: Ponad 290 tysięcy zniszczonych domów
Chadi Abdallah, dyrektor ds. badań w powiązanym z rządem Narodowym Centrum Badań Naukowych (CNRS) w Bejrucie, podkreśla, że działania armii izraelskiej nie przypominają standardowych operacji wojskowych czy oczyszczania terenu z bojowników. Jego zdaniem jest to metodyczna próba trwałej zmiany geografii regionu i wymazania tożsamości oraz historii tych ziem.
Oficjalne statystyki CNRS oraz libańskich resortów pokazują ogrom tragedii:
Zniszczone lokale mieszkalne: Od wybuchu napięć granicznych w 2023 roku w Libanie zniszczono ponad 290 tysięcy jednostek mieszkalnych. Ponad 61 tysięcy z nich obrócono w ruinę od momentu wybuchu regularnej wojny w marcu, z czego aż 12 tysięcy zostało zdemolowanych już po ogłoszeniu kwietniowego rozejmu.
Straty w rolnictwie: Ministerstwo Rolnictwa oszacowało, że izraelskie bombardowania i działania ciężkiego sprzętu bezpowrotnie zniszczyły ponad 560 kilometrów kwadratowych żyznych pól uprawnych na południu kraju.
Ofiary ludzkie: Od momentu wciągnięcia Libanu w konflikt, w wyniku izraelskich ataków zginęło ponad 3000 osób.
Przymusowe wysiedlenia i negocjacje w Waszyngtonie
Obecnie wojska izraelskie operują wewnątrz samowolnie wyznaczonej strefy buforowej (tzw. „żółtej linii”), rozciągającej się około 10 kilometrów na północ od granicy, argumentując to koniecznością ochrony swoich własnych społeczności w północnym Izraelu przed ostrzałem. Skutkiem tej polityki jest jednak masowy i dramatyczny exodus ludności – ponad milion Libańczyków zostało zmuszonych do ucieczki w głąb kraju, co zdaniem socjologów wywoła katastrofalne skutki społeczne i gospodarcze dla całego Libanu.
Jedyną nadzieją na zakończenie tego dramatu pozostają rozpoczęte w zeszłym miesiącu w Waszyngtonie bezpośrednie rozmowy dyplomatyczne między delegacjami Libanu i Izraela – pierwsze takie oficjalne negocjacje od dziesięcioleci. Mieszkańcy zrujnowanych miast liczą na wypracowanie trwałego porozumienia, wycofanie się sił izraelskich z każdego centymetra libańskiej ziemi oraz na to, że międzynarodowe fundusze pozwolą na ponowne tchnięcie życia w region, który obecnie znajduje się w stanie śmierci klinicznej.



