polityka

Analizy: Pomysł Trumpa, by Syria uderzyła w Hezbollah, grozi otwarciem dawnych ran

 

Prezydent USA Donald Trump złagodził w środę swoją czerwcową sugestię, jakoby Syria miała zastąpić Izrael w walce z Hezbollahem w Libanie. Pomimo zmiany tonu, sam pomysł wciąż budzi ogromny niepokój wśród ekspertów i opinii publicznej z powodu wieloletniej, bolesnej historii syryjskiej dominacji w Libanie.

Podczas spotkania z tymczasowym prezydentem Syrii, Ahmadem Al-Sharaa, na marginesie szczytu NATO w Ankarze, Trump został zapytany przez dziennikarzy, czy nadal oczekuje od Damaszku interwencji przeciwko Hezbollahowi.

„Mogliby pomóc, zobaczymy. Myślę, że robimy duże postępy” – odpowiedział Trump.

Prezydent Syrii Al-Sharaa już wcześniej kategorycznie wykluczył interwencję zbrojną. W wywiadzie dla stacji Al-Mashhad telewizji podkreślił, że Damaszek zamierza wspierać stabilność regionalną wyłącznie kanałami politycznymi, dyplomatycznymi i gospodarczymi, a nie poprzez zaangażowanie militarne.

Cień dawnej dominacji i doktryna Nixona
Temat ten stał się głównym punktem dyskusji podczas briefingu zorganizowanego przez Middle East Institute (MEI). David Hale, dyplomata i ekspert instytutu, przypomniał, że relacje syryjsko-libańskie obciążone są „ogromnym bagażem historycznym”, zwłaszcza z czasów rządów Hafeza i Baszara al-Asada.

Asadowie przez dekady traktowali Liban jako dojoną ekonomicznie kolonię oraz pole bitwy z Izraelem. Wojska syryjskie stacjonowały w Libanie od 1976 roku i wycofały się stamtąd dopiero w 2005 roku pod naciskiem międzynarodowym. zdaniem Hale’a, pomysł Trumpa przypomina tzw. Doktrynę Nixona – przerzucanie odpowiedzialności za bezpieczeństwo na partnerów regionalnych, by ograniczyć bezpośrednie zaangażowanie USA.

Trump miał zostać poinformowany przez doradców, że armia libańska nie jest jeszcze gotowa na samodzielne starcie z Hezbollahem. Widzi więc w nowym przywódcy Syrii naturalnego sojusznika, który również dąży do osłabienia tej wspieranej przez Iran bojówki. Hale ostrzega jednak przed poważnym ryzykiem:

„Kiedy obce państwa okupują Liban, bardzo trudno je stamtąd usunąć. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebujemy, jest powrót Syrii, która przez tak wiele dziesięcioleci pozbawiała Liban suwerenności” – zauważył Hale, dodając, że przeczyłoby to sukcesom amerykańskiej dyplomacji z ostatnich 18 miesięcy.

Syria po upadku Asada: Brak środków i woli na wojnę
Sytuacja polityczna w regionie zmieniła się diametralnie po obaleniu reżimu Asada w grudniu 2024 roku przez ofensywę rebeliancką pod wodzą Al-Sharaa. W marcu 2025 roku zaprzysiężono rząd przejściowy, a Damaszek i Bejrut zaczęły odbudowywać relacje na zasadach partnerskich, tworząc nawet wspólny komitet ds. współpracy bezpieczeństwa i gospodarki.

Charles Lister, dyrektor ds. inicjatywy syryjskiej w MEI, uważa pomysł militarnego wejścia Syrii do Libanu za całkowicie nierealny. Syria jest skrajnie wycieńczona gospodarczo i nie posiada do tego ani zasobów, ani woli politycznej.

„To wciąż kraj, który z trudem wypłaca pensje we własnym sektorze publicznym. Nie jest gotowy na prowadzenie wojny za granicą, szczególnie w tak złożonym i wrażliwym miejscu jak Liban” – wyjaśnił Lister.

Według Listera, Al-Sharaa konsekwentnie powtarza, że era syryjskiej kurateli nad Libanem bezpowrotnie minęła. Ewentualna interwencja zbrojna byłaby dla niego „polityczną pigułką z cyjankiem”, która zniszczyłaby wszystko, co budował przez ostatnie półtora roku. Syryjski lider stara się jednak nie zrażać do siebie Trumpa (który 8 lipca ogłosił usunięcie Syrii z amerykańskiej listy państw sponsorujących terroryzm), dlatego dyplomatycznie interpretuje słowa prezydenta USA jako wezwanie do pomocy czysto politycznej, a nie wojskowej.

Related Articles

Back to top button