Unia Europejska rewiduje plany lipcowego szczytu z Wielką Brytanią po dymisji Keira Starmera
Bruksela oficjalnie ogłosiła ponowne „przeanalizowanie i ocenę” celowości zorganizowania zaplanowanego na 22 lipca szczytu z Wielką Brytanią. Decyzja ta jest bezpośrednią konsekwencją niespodziewanego i emocjonalnego ogłoszenia dymisji przez brytyjskiego premiera Keira Starmera. Spotkanie na szczycie miało stanowić kluczowy punkt zwrotny i nowy początek w relacjach Londynu z Unią Europejską po burzliwych latach brexitu.
Rzeczniczka Komisji Europejskiej Paula Pinho potwierdziła w poniedziałek, że Bruksela i Londyn wspólnie sprawdzają, czy „wciąż istnieją realne możliwości przeprowadzenia tego szczytu w obecnych warunkach politycznych”. Decyzje dotyczące dalszych kroków zapadną po wstępnych konsultacjach technicznych.
Bunt w Partii Pracy i upadek premiera po dwóch latach
Rezygnacja Keira Starmera ze stanowiska lidera Partii Pracy i szefa rządu kładzie kres trwającemu od maja głębokiemu kryzysowi przywództwa wewnątrz rządzącego ugrupowania. Choć Starmer zaledwie dwa lata temu (w lipcu 2024 roku) poprowadził Laburzystów do historycznego, spektakularnego zwycięstwa wyborczego, jego gabinet błyskawicznie tracił zaufanie społeczne.
Do upadku premiera przyczyniły się przede wszystkim:
Trwający kryzys kosztów utrzymania oraz załamanie flagowych programów gospodarczych,
Katastrofalny wynik w niedawnych wyborach lokalnych, w których Laburzyści ponieśli gigantyczne straty na rzecz rosnącej w siłę, populistycznej i antyimigracyjnej partii Reform UK Nigela Farage’a,
Potężny skandal wizerunkowy związany z mianowaniem Petera Mandelsona ambasadorem Wielkiej Brytanii w USA, mimo jego udokumentowanych w przeszłości powiązań z przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem,
Fala dymisji wewnątrz rządu – w ostatnich tygodniach z funkcji zrezygnowało kilkunastu ministrów i doradców (w tym minister zdrowia Wes Streeting oraz minister obrony John Healey, który sprzeciwił się planom wydatków obronnych).
Ostatecznym cosem dla Starmera okazały się ubiegłotygodniowe wybory uzupełniające w okręgu Makerfield. Mandat parlamentarny zdobył w nich niezwykle popularny były burmistrz Manchesteru, Andy Burnham. Sukces Burnhama, postrzeganego jako jedyna postać zdolna powstrzymać odpływ robotniczego elektoratu do partii Farage’a, uruchomił lawinę żądań natychmiastowego ustąpienia premiera.
Co dalej z brytyjskim rządem?
Podczas poniedziałkowego wystąpienia przed siedzibą na 10 Downing Street, wyraźnie poruszony Starmer oświadczył, że uszanował głos parlamentarzystów i oddaje się do dyspozycji partii, stawiając na pierwszym miejscu dobro kraju i swojej rodziny.
Zgodnie z ogłoszonym harmonogramem, proces zgłaszania kandydatów na nowego lidera Partii Pracy rozpocznie się 9 lipca i zakończy tydzień później. Starmer pozostanie na stanowisku premiera jako tzw. caretaker (szef rządu tymczasowego) do czasu wyłonienia następcy, co ma nastąpić najpóźniej przed powrotem deputowanych z letniej przerwy parlamentarnej (1 września). Murowanym faworytem do objęcia teki premiera jest Andy Burnham, którego oficjalnie poparł już jego dotychczasowy główny rywal, Wes Streeting.
Jeżeli scenariusz ten się potwierdzi, Wielka Brytania zyska już siódmego premiera w ciągu ostatnich 10 lat – licząc od momentu referendum w sprawie brexitu z 2016 roku. Przejściowy status Starmera drastycznie osłabia jednak pozycję negocjacyjną Londynu na arenie międzynarodowej, stawiając pod dużym znakiem zapytania nie tylko lipcowy szczyt z UE, ale i nadchodzące spotkanie liderów państw NATO.



