Społeczeństwo

Mieszkańcy południowego Libanu na skraju izraelskiej okupacji żyją w strachu i narastającym napięciu

 

Patrząc z balkonu swojej przyjaciółki, Milia el-Cheikh z trudem próbuje dostrzec swój własny dom w ruinach opuszczonej i otoczonej drutem kolczastym wioski Dibbine. To jedna z wielu społeczności z większością szyicką w południowym Libanie, które zostały zrównane z ziemią przez siły izraelskie walczące z powiązanym z Iranem Hezbollahem.

Izrael okupuje obecnie rozległe obszary południowego Libanu, a walki toczyły się tam pomimo kolejnych ogłaszanych zawieszeń broni. Dopiero najnowszy rozejm – będący elementem szerszego, tymczasowego porozumienia pokojowego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem – wydaje się na ten moment utrzymywać.

Milia, jedna z niewielu chrześcijanek zamieszkujących Dibbine, znalazła schronienie w sąsiedniej, głównie chrześcijańskiej miejscowości Jdeidat Marjayoun. Przed wojną codzienna kawa z przyjaciółką była tu spokojnym rytuałem. Dziś odbywa się w cieniu traumy. „Nie wiem nic o swoim domu. Nie ma nic bardziej bolesnego niż świadomość, że nie możesz wrócić do własnego miejsca na ziemi” – mówi kobieta.

Linia frontu dzieli dawnych sąsiadów
Jdeidat Marjayoun leży na rozmytej granicy strefy okupowanej przez izraelską armię, która rozciąga się w niektórych miejscach nawet do 12 kilometrów w głąb terytorium Libanu. Izraelskie wojsko systematycznie wysiedla ludność szyicką, oskarżając ją o ukrywanie bojowników Hezbollahu, a opuszczone miasteczka są często wyburzane.

Z kolei mieszkańcy sąsiednich chrześcijańskich, sunnickich i druzyjskich wiosek otrzymali pozwolenie na pozostanie w domach, ale konflikt nieodwracalnie zmienił ich życie. Ich zabudowania również cierpią w wyniku ostrzałów, blokady dróg odcięły ich od reszty Libanu, a nocne rajdy izraelskich żołnierzy paraliżują lokalną społeczność strachem.

Z chrześcijańskiej wioski Qlayaa widać dziś pustą, białą przestrzeń zrównanego z ziemią szyickiego miasta Khiam, kontrolowanego przez Izrael. Mieszkańcy Qlayaa stracili dostęp do swoich gajów oliwnych w dolinie. Ponadto, w wyniku ostrzałów zginął tam lokalny ksiądz oraz ojciec jadący samochodem z dwójką dzieci. Choć Izrael deklaruje, że uderza wyłącznie w cele militarne, mieszkańcy żyją w permanentnym zagrożeniu.

Strach przed pomocą uchodźcom roznieca dawne animozje
Izraelska armia wydała surowe ostrzeżenia dla lokalnych władz chrześcijańskich i sunnickich: przyjmowanie wysiedlonych szyitów pod swój dach grozi natychmiastowym bombardowaniem lub przymusową ewakuacją całej miejscowości. To doprowadziło do tragicznych podziałów i napięć wyznaniowych, które w Libanie uśpione były od zakończenia wojny domowej (1975–1990).

Przypadek z Qlayaa: Gdy jeden z mieszkańców przyjął w swoim ogrodzie przyjaciela z szyickiej wioski, jego dom został zbombardowany. Od tego czasu lokalna społeczność prosi uchodźców o odejście dla wspólnego bezpieczeństwa.

Decyzje w Jdeidat Marjayoun: „Byliśmy zmuszeni poprosić niektórych uchodźców o opuszczenie miasta. Wywołało to wiele kłótni i ogromne napięcie” – przyznaje ze smutkiem lokalny proboszcz, ks. Philip Habib Oklahoma.

Część chrześcijan obawia się, że ze względu na samo pozostanie na terenach kontrolowanych operacyjnie przez Izrael, zostaną niesprawiedliwie uznani za kolaborantów – tak jak miało to miejsce podczas izraelskiej okupacji w latach 1982–2000. Ludzie boją się mówić otwarcie, obawiając się reakcji zarówno Izraela, jak i Hezbollahu. W jednym z kościołów zdesperowany mężczyzna krzyczał, że teraz każdy podejrzewa każdego, obwiniając Hezbollah o bezmyślne wciągnięcie Libanu w tę wojnę.

„Żyjemy jak na Zachodnim Brzegu”
W przygranicznych wioskach o strukturze sunnickiej, takich jak Halta, dochodzi do brutalnych zatrzymań. Pewnej nocy izraelscy żołnierze otoczyli budynek mieszkalny, dotkliwie pobili i wywieźli w nieznanym kierunku Chadiego Abdel-Ala. W trakcie zamieszania, jego 15-letni krewny Mohammad wybiegł z domu w piżamie – został zastrzelony na miejscu przez żołnierzy. Izraelskie dowództwo poinformowało jedynie, że zatrzymano lokalnego dowódcę grupy zbrojnej.

Od marca w podobny sposób zniknęło co najmniej ośmiu mieszkańców regionu. „Nadal nie wiemy, dlaczego ich zabrali. Może po to, by zasiać strach i pokazać, że widzą każdego z nas” – mówi Issa Abdel-Al, przywódca lokalnej społeczności.

„Zrobił się tutaj drugi Zachodni Brzeg” – dodaje, nawiązując do okupowanych terytoriów palestyńskich.

Matka porwanego Chadiego, Ayesha Al-Qaderi, do dziś nie otrzymała żadnej wiadomości o swoim dziecku. Podobnie jak tysiące innych mieszkańców pogranicza, czeka w zawieszeniu, nie wiedząc, czy jej bliscy jeszcze żyją.

Related Articles

Back to top button