Rozmaitości

Kobiety na pierwszej linii walki z Ebolą w DR Konga. Tradycyjna rola źródłem śmiertelnego ryzyka

 

Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga zmaga się z jedną z najszybciej rozprzestrzeniających się epidemii wirusa Ebola w historii. Sytuacja ta w sposób szczególny uderza w kobiety, które z racji uwarunkowań kulturowych i społecznych pełnią funkcję pierwszych opiekunek chorych, przez co są najbardziej narażone na zakażenie.

Tragedię rzesz kongijskich kobiet symbolizuje historia 28-letniej Aline Kasiwy z miasta Bunia – epicentrum epidemii. Kobieta od tygodnia karmi, poi i myje swoją chorą matkę, dysponując jedynie tanią maseczką chirurgiczną. Z obawy przed doniesieniami o wysokiej śmiertelności pacjentów oraz personelu medycznego, Aline boi się oddać matkę do szpitala.

Brak leków i środków ochrony osobistej
Obecną epidemię wywołał szczep wirusa Bundibugyo – rzadka odmiana Eboli, na którą nie ma obecnie zatwierdzonego leku ani szczepionki. Sytuację dramatycznie pogarsza fakt, że placówki medyczne w regionie nie posiadają podstawowych środków ochrony osobistej (PPE), takich jak specjalistyczne maski czy rękawice.

Oficjalne dane władz Konga mówią o 363 potwierdzonych przypadkach zakażeń i 62 zgonach, jednak liczba ta stale rośnie. Przypadki zachorowań odnotowano już także w sąsiedniej Ugandzie (15 zachorowań, 1 zgon). Z powodu późnego zidentyfikowania szczepu i braku testów, skala epidemii jest prawdopodobnie znacznie większa.

Przedstawiciele organizacji UN Women oraz lokalni lekarze podkreślają, że transmisja wirusa podąża za strukturą społeczną regionu:

To kobiety karmią, kąpią i pielęgnują chorych członków rodzin w domach.

Kobiety piorą skażone ubrania i pościel.

W wielu społecznościach wschodniego Konga to na kobietach spoczywa tradycyjny obowiązek przygotowania ciał zmarłych do pochówku.

Historyczne dane z poprzednich epidemii potwierdzają ten tragiczny schemat. W trakcie pierwszej epidemii w latach 70. kobiety stanowiły 56% ofiar śmiertelnych, natomiast podczas katastrofalnej epidemii w Kongu w latach 2018–2020 dziewczęta i kobiety stanowiły aż dwie trzecie wszystkich chorych.

Dramat kobiet w ciąży i paraliż opieki medycznej
Kryzys zbiera potężne żniwo wśród kobiet w ciąży. Strach przed zakażeniem w niezaopatrzonych szpitalach sprawia, że pacjentki masowo rezygnują z rutynowych badań prenatalnych. Julienne Lusenge, szefowa organizacji prowadzącej klinikę ginekologiczno-położniczą Karibuni Wa Maman w Buni, ostrzega przed katastrofalnymi skutkami tej sytuacji:

„Ryzykujemy gwałtowny wzrost śmiertelności okołoporodowej zarówno wśród matek, jak i noworodków, ponieważ kobiety z obawy przed wirusem rodzą w domach, bez asysty medycznej”.

Personel kliniki Karibuni Wa Maman przyznaje, że od początku wybuchu epidemii nie otrzymał od władz żadnego wsparcia w postaci kombinezonów czy masek, dostając od zewnętrznych partnerów jedynie płyny do dezynfekcji.

Wojna i logistyka utrudniają pomoc
Sytuację humanitarną pogarsza fakt, że epidemia rozwija się w skrajnie trudnym otoczeniu. Prowincja Ituri jest odcięta komunikacyjnie od stolicy kraju, Kinszasy (odległość wynosi ponad 1000 km), a lokalna infrastruktura drogowa i medyczna niemal nie istnieje.

Dodatkowo akcję ratunkową paraliżują brutalne konflikty zbrojne. Region jest miejscem regularnych ataków ze strony powiązanego z Daesh ugrupowania Sojusznicze Siły Demokratyczne (ADF) oraz innych lokalnych bojówek. Kolejne przypadki Eboli odnotowano również w prowincjach Kiwu Północne i Kiwu Południowe, gdzie kluczowe miasta (Goma i Bukavu) są kontrolowane przez wspieranych przez Rwandę rebeliantów z ruchu M23. Organizacja Lekarze Bez Granic (MSF) wprost alarmuje, że wirus rozprzestrzenia się obecnie znacznie szybciej, niż międzynarodowe i krajowe siły są w stanie na to reagować.

Related Articles

Back to top button