Społeczeństwo

Masowe protesty ultraortodoksyjnych Żydów w Izraelu. Paraliż miast i kryzys rządowy

 

Dziesiątki tysięcy ultraortodoksyjnych Żydów (Charedim) wyszły w poniedziałek na ulice izraelskich miast, protestując przeciwko planom likwidacji ich dotychczasowych zwolnień ze służby wojskowej. Demonstracje, które przerodziły się w gwałtowne zamieszki, sparaliżowały ruch drogowy i kolejowy w centrum kraju, w tym w Jerozolimie oraz w aglomeracji Tel Awiwu.

Sytuacja w wielu miejscach wymknęła się spod kontroli. Protestujący blokowali kluczowe arterie, podpalali samochody, a w jednym z incydentów zaatakowali żołnierza, który wysiadł z autobusu w pobliżu zgromadzenia. Izraelska policja, próbując opanować napierające tłumy, rozmieściła oddziały konne i użyła armatek wodnych.

„Wolelibyśmy umrzeć jako Żydzi, niż żyć jako syjoniści”
Większość izraelskiego społeczeństwa – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – podlega obowiązkowej służbie wojskowej. Jednak wpływowe partie ultraortodoksyjne przez dekady gwarantowały swoim wyborcom system zwolnień, umożliwiający młodym mężczyznom rezygnację z armii na rzecz studiów w szkołach religijnych (jesziwach).

To ustępstwo budzi ogromny opór reszty Izraelczyków. Izraelska armia jest obecnie skrajnie przeciążona równoczesnymi działaniami w Strefie Gazy, Libanie i Syrii oraz otwartą wojną z Iranem. Rezerwiści są wzywani na front wielokrotnie w ciągu roku, podczas gdy spośród około 13 tysięcy ultraortodoksyjnych mężczyzn osiągających rocznie wiek poborowy, do wojska wstępuje mniej niż 10 procent.

Dla społeczności Charedim pobór to jednak kwestia egzystencjalna. Obawiają się oni, że koszary wystawią młodzież na świeckie wpływy i zniszczą ich tradycyjny styl życia.

„Dla nas pójście do izraelskiej armii oznacza porzucenie religii. To jest wojna o nasze życie” – tłumaczył jeden z demonstrantów w Jerozolimie.

Wielu protestujących niosło transparenty z radykalnymi hasłami: „Wolelibyśmy umrzeć jako Żydzi, niż żyć jako syjoniści” oraz „Odrzucamy służbę w armii dla religii syjonistycznej”.

Polityczne trzęsienie ziemi dla Netanjahu
Spór o pobór uderza w same fundamenty izraelskiej sceny politycznej. Naciski opinii publicznej i armii na rozszerzenie poboru doprowadziły do pęknięcia wewnątrz koalicji rządzącej premiera Binjamina Netanjahu. Partie ultraortodoksyjne, będące języczkiem u wagi w jego gabinecie, oficjalnie wycofały swoje poparcie. W efekcie zaplanowane na jesień wybory parlamentarne mogą zostać przyspieszone o kilka tygodni.

Podczas gdy większość świecka i narodowo-religijna domaga się sprawiedliwego podziału obowiązków w obliczu wojny, społeczność ultraortodoksyjna uznaje reformę za zamach na swoją tożsamość. Obecnie większość żydowskich mężczyzn musi służyć niemal trzy lata, a kobiety dwa lata.

Choć Sąd Najwyższy już w 2017 roku uznał masowe zwolnienia za nielegalne, kolejne rządy stosowały taktykę odwlekania decyzji. Obecna sytuacja geopolityczna sprawiła jednak, że dotychczasowy kompromis, sięgający początków państwa z 1948 roku, stał się niemożliwy do utrzymania.

Related Articles

Back to top button