Chartum: targowiska znów tętnią życiem, ale „to już nie to samo”
W centrum Chartumu wrócił gwar kupujących i sprzedających, jednak – jak mówią handlowcy – rynek wciąż daleki jest od czasów sprzed wojny. – To już nie to samo co wcześniej – powiedział AFP sprzedawca owoców Hashim Mohamed, pracujący w targowisku od pół wieku, kilka ulic od miejsca, gdzie niemal trzy lata temu wybuchły pierwsze walki.
Wojna rozpoczęła się 15 kwietnia 2023 roku, kiedy w stolicy Sudanu starły się siły regularnej armii oraz paramilitarne Rapid Support Forces (RSF). Obie formacje były wcześniej sojusznikami od 2021 roku, gdy odsunęły cywilów od władzy w krótkotrwałym rządzie przejściowym. Konflikt zabił dziesiątki tysięcy ludzi i zmusił do ucieczki miliony.
W samym obszarze metropolitalnym Chartumu niemal cztery miliony mieszkańców – około połowa populacji – opuściły miasto, gdy RSF przejęły kontrolę. Hashim Mohamed został.
– Musiałem pracować dyskretnie, bo regularnie dochodziło do ataków na biznesy – mówił. Ci, którzy pozostali, relacjonują, że żyli w stałym strachu przed napadami i rabunkami ze strony uzbrojonych ludzi krążących po ulicach.
Po ofensywie armii rynek wraca, ale skala zniszczeń jest ogromna
W marcu ubiegłego roku siły rządowe rozpoczęły ofensywę w stolicy, wypierając formacje paramilitarne i ujawniając rozmiar grabieży oraz zniszczeń.
– Rynek nie jest już taki jak kiedyś, ale jest dużo lepiej niż wtedy, gdy RSF tu były – powiedział AFP Adam Haddad, jeden ze sprzedawców, odpoczywając w cieniu zadaszenia.
W wąskich, zakurzonych przejściach targu warzywa i owoce leżą na prowizorycznych stoiskach lub na plandekach rozłożonych na ziemi.
„Trzeba mieć drugą pracę, żeby przetrwać”
Choć Chartum – w którym całe dzielnice noszą ślady walk – nie jest już zagrożony masowym głodem w takim stopniu jak miasta na liniach frontu i obozy dla przesiedleńców w innych częściach kraju, sytuacja ekonomiczna pozostaje dramatyczna.
– Ludzie narzekają na ceny, mówią, że jest drogo. Wszystko da się znaleźć, ale koszty ciągle rosną: dostawy, robocizna, transport – mówi Mohamed.
Sudan od lat zmaga się z trzycyfrową inflacją. Według przytoczonych danych, w 2024 roku wyniosła 151 procent, choć było to mniej niż w 2021 roku, gdy sięgnęła 358 procent.
Załamała się też waluta. Kurs na czarnym rynku miał spaść z 570 funtów sudańskich za dolara przed wojną do około 3 500 w 2026 roku.
Jeden z nauczycieli, który rozmawiał z AFP, powiedział, że dawniej był w stanie utrzymać dwoje dzieci, ale dziś nie potrafi opłacić czynszu, mając miesięczną pensję 250 tys. funtów sudańskich (około 71 dolarów). W dni wolne od pracy dorabia „na rynku albo gdziekolwiek”, by zapewnić rodzinie jedzenie, opłacić szkołę i leczenie.
– Trzeba mieć drugą pracę, żeby zaspokoić absolutne minimum podstawowych potrzeb – powiedział, prosząc o anonimowość ze względu na bezpieczeństwo.
Wojna trwa poza stolicą
Poza Chartumem walki nadal trwają. RSF kontrolują znaczną część zachodniego i południowego Sudanu i nacierają w kierunku regionu Kordofanu w centrum kraju.
Adam Haddad uważa, że powrót do normalności zajmie dużo czasu.
– Nie mamy wystarczających zasobów, pracowników ani płynności, jaka powinna krążyć przez rynek – mówił, dodając, że wciąż poważnym problemem są przerwy w dostawach prądu.
– Rząd stara się wszystko przywrócić i, jeśli Bóg pozwoli, w niedalekiej przyszłości elektryczność wróci, a Chartum znów stanie się tym, czym był – podsumował.



