Iran wystrzelił rakiety w stronę Izraela. Kruchy rozejm na Bliskim Wschodzie wisi na włosku
W niedzielę wieczorem Iran przeprowadził zmasowany atak rakietowy na Izrael. To pierwszy tak poważny ostrzał od momentu wejścia w życie kruchego, kwietniowego zawieszenia broni. Atak drastycznie skomplikował międzynarodowe wysiłki mediacyjne mające na celu trwałe zakończenie wojny i postawił region w obliczu ponownej, pełnoskalowej eskalacji.
Teheran oficjalnie potwierdził, że nalot był bezpośrednim odwetem za wcześniejszy niedzielny atak Izraela na południowe przedmieścia Bejrutu, przeprowadzony bez ostrzeżenia i wbrew wyraźnym apelom Białego Domu o wstrzymanie działań. Izrael twierdził z kolei, że uderzenie w Libanie było ripostą na poranny ostrzał północnego Izraela przez wspierany przez Iran Hezbollah.
Reakcja wojskowa i groźby Korpusu Strażników Rewolucji
Izraelska armia poinformowała, że systemy obrony powietrznej skutecznie przechwyciły irańskie pociski. Syreny alarmowe rozbrzmiały w wielu regionach kraju, a w północnym Izraelu słychać było liczne eksplozje. Nie odnotowano natychmiastowych informacji o ofiarach śmiertelnych lub poważnych zniszczeniach. Po niespełna godzinie dowództwo pozwoliło mieszkańcom na opuszczenie schronów.
„Iran popełnił poważny błąd” – oświadczył rzecznik izraelskiej armii, gen. bryg. Effie Defrin.
Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wydał ostrzeżenie, w którym zapowiedział uderzenie w infrastrukturę USA:
„Jeśli te akty agresji się powtórzą, nasze odpowiedzi będą miały szerszy zasięg i obejmą wszystkie cele amerykańskie oraz syjonistyczne w całym regionie”.
W odpowiedzi na zaostrzającą się sytuację, Centralne Dowództwo USA (CENTCOM) ogłosiło stan pełnej gotowości operacyjnej swoich wojsk na Bliskim Wschodzie. Ze względów bezpieczeństwa Irak podjął decyzję o całkowitym zamknięciu swojej przestrzeni powietrznej na 72 godziny, natomiast Syria zamknęła niebo na 12 godzin.
Frustracja Donalda Trumpa i impas dyplomatyczny
Eskalacja wywołała natychmiastową reakcję prezydenta USA Donalda Trumpa. W wypowiedzi dla stacji Fox News wezwał on Iran do natychmiastowego zaprzestania ataków i powrotu do stołu negocjacyjnego. Jednocześnie Trump otwarcie odciął się od działań wojennych Tel Awiwu:
„[Izraelskie naloty] nie były koordynowane ze Stanami Zjednoczonymi. Nie jestem z tego zadowolony”.
Wcześniej tego samego dnia, w wywiadzie dla NBC, Trump sugerował, że wolałby widzieć „bardziej chirurgiczne uderzenia w Hezbollah” i podkreślał, że nie domaga się, aby kwestia Libanu była na sztywno powiązana z ogólnym pakietem rozejmowym z Iranem. Stanowisko to różni się od żądań Teheranu, który stoi na stanowisku, że warunkiem pokoju z USA jest całkowite zakończenie walk w Libanie i wycofanie sił izraelskich.
Sytuację dodatkowo zaostrza fakt, że choć rządy Libanu i Izraela wstępnie porozumiały się w zeszłym tygodniu w Waszyngtonie, Hezbollah kategorycznie odrzucił te ustalenia. Z kolei premier Izraela Binjamin Netanjahu, stojący w obliczu zbliżających się jesiennych wyborów i nacisków ze strony jastrzębio nastawionych wyborców z północy kraju, dąży do kontynuowania ofensywy, dopóki Hezbollah nie zostanie całkowicie zneutralizowany.
W tle militarnych starć toczą się trudne rozmowy mediacyjne z udziałem Pakistanu, Egiptu i Kataru. Równolegle trwa blokada gospodarcza: Iran utrzymuje kontrolę nad strategiczną cieśniną Ormuz, a USA kontynuują blokadę irańskich portów, co uderza w globalne rynki ropy naftowej, gazu oraz nawozów.



