Cena milczenia i polityki dystansowania się od konfliktu – głos Ambasador Jemenu w Polsce
Dr Mervat Mojali, Ambasador Jemenu w Polsce
Tragedia Jemenu nie jest wyłącznie wewnętrzną sprawą tego kraju, podobnie jak zagrożenia na Morzu Czerwonym i w cieśninie Bab al-Mandab nie są kryzysem, któremu świat może przyglądać się z dystansu, nie ponosząc żadnych konsekwencji. Kiedy społeczeństwa są wyniszczane, instytucje państwowe słabną, a szlaki morskie stają się narzędziem nacisku i szantażu, zagrożenie nie pozostaje już w granicach jednego państwa. Zaczyna bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo innych krajów, ich gospodarki oraz codzienne życie ich obywateli.
W Jemenie zwykli obywatele płacą za rządy Huti utratą środków do życia, oszczędności i prawa do godnego życia. Jednym z przykładów ucisku jest tzw. chums — danina w wysokości 20 procent od określonych dochodów, majątku i zasobów na rzecz konkretnego ugrupowania o nastawieniu rasistowskim i sekciarskim. Konsekwencje nie ograniczają się jednak do cierpienia Jemeńczyków, zastępowania konstytucji i demokratycznych zasad systemem łilajat al-faqih ani do podważania bezpieczeństwa i spójności społecznej kraju. Zagrożenie dla żeglugi na Morzu Czerwonym i w cieśninie Bab al-Mandab uderza również w handel międzynarodowy, dostawy energii oraz transport podstawowych towarów. Skutki wykraczają daleko poza region, a ich część ponoszą obywatele Europy, Azji i Afryki, odczuwając wzrost kosztów transportu i ubezpieczeń, a w konsekwencji także cen żywności i paliw.
W tym miejscu nasuwa się zasadnicze pytanie: czy rządy państw na całym świecie zdają sobie sprawę, że ignorowanie wydarzeń w Jemenie nie uchroni ich przed konsekwencjami, lecz może sprawić, że w przyszłości będą musiały zmierzyć się z nimi za znacznie wyższą cenę?
Największym zagrożeniem związanym z kryzysami nie są wyłącznie szkody, które powodują, lecz także niebezpieczne precedensy, jakie mogą utrwalić. Jeżeli zagrażanie żegludze staje się sposobem narzucania własnej woli i osiągania korzyści bez skutecznej reakcji odstraszającej, inne podmioty mogą uznać tę metodę za wzór wart naśladowania. Wówczas problem przestanie dotyczyć wyłącznie Jemenu czy Morza Czerwonego. Stanie się kwestią przyszłości bezpieczeństwa międzynarodowych szlaków komunikacyjnych oraz zdolności społeczności międzynarodowej do ochrony zasad regulujących stosunki między państwami.
Polityka trzymania się z dala od konfliktu może niektórym wydawać się sposobem na uniknięcie zaangażowania. W przypadku Jemenu może jednak okazać się strategicznym błędem. Kryzysy nie respektują granic, a zagrożenia nie znikają tylko dlatego, że poszczególne państwa wybierają milczenie. To, co dziś wydaje się odległym problemem, jutro może przerodzić się w bezpośrednie obciążenie gospodarcze i zagrożenie dla bezpieczeństwa krajów, które dotąd zakładały, że uda im się pozostać poza zasięgiem jego skutków.
Dlatego wspieranie legalnego rządu Jemenu nie powinno być postrzegane wyłącznie jako deklaracja polityczna. To również element ochrony instytucji państwowych i przeciwdziałania utrwalaniu władzy narzuconej siłą. Równie istotne jest rzeczywiste, konkretne wsparcie dla Królestwa Arabii Saudyjskiej oraz koordynacja działań regionalnych i międzynarodowych na rzecz ochrony żeglugi. Są to ważne elementy odpowiedzi na wyzwania, które dotyczą zarówno bezpieczeństwa regionu, jak i interesów całego świata.
Takie działania wymagają poważnego wsparcia politycznego, gospodarczego i wojskowego, a także odpowiednich zdolności obronnych, które zapewnią skuteczne odstraszanie w ramach jasno określonych zasad prawnych. Konieczna jest również aktywna dyplomacja, która zajmie się źródłami kryzysu, zamiast ograniczać się do łagodzenia jego następstw.
Świat nie potrzebuje kolejnych deklaracji zaniepokojenia, powtarzanych za każdym razem, gdy rośnie poziom zagrożenia. Potrzebna jest spójna i zdecydowana polityka, która nie dopuści do przekształcenia gróźb w trwałą rzeczywistość. Ochrona żeglugi powinna iść w parze ze wsparciem dla państwa jemeńskiego oraz odbudową jego instytucji.
Odpowiedzialność rządów, zwłaszcza tych, które w Europie przygotowują się do kolejnych wyborów, należy mierzyć ich zdolnością do przewidywania zagrożeń i wywiązywania się z obowiązków wobec własnych obywateli. Chodzi o zapobieganie wszystkiemu, co może zagrozić ich bezpieczeństwu ekonomicznemu, sile nabywczej i warunkom życia. Problem ten dotyka już mieszkańców Europy, podobnie jak społeczeństwa w innych częściach świata.
Nie wystarczy reagować na skutki kryzysu dopiero wtedy, gdy się pojawią. Konieczne jest działanie, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli. Jeśli ochrona interesów narodowych wymaga interwencji w momencie, gdy zagrożone są handel, dostawy energii i bezpieczeństwo, rozwiązanie kryzysu jemeńskiego nie może czekać, aż straty staną się jeszcze większe, a liczba poszkodowanych znacząco wzrośnie.
Zagrożenie, z którym dziś zostawia się Jemeńczyków sam na sam, jutro może wystawić rachunek społeczeństwom na całym świecie. Milczenie, które pozornie pozwala ograniczyć koszty, może ostatecznie okazać się najdroższym z możliwych wyborów.
Na koniec warto podkreślić, że zadaniem dyplomacji nie jest już wyłącznie przekonywanie świata, by zwrócił uwagę na sytuację w Jemenie. Równie ważne jest przedstawienie pełnego obrazu kryzysu, wszystkich jego wymiarów oraz konsekwencji dla interesów i gospodarek państw na całym świecie. Społeczność międzynarodowa powinna również odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest gotowa ponieść koszty dalszego ignorowania tego problemu i tolerowania bezczynności. Bo cena braku reakcji może w przyszłości okazać się znacznie wyższa niż cena zdecydowanego działania już dziś.



