Kuba pogrąża się w całkowitym blackoutcie w obliczu narastającego kryzysu energetycznego
Władze Kuby poinformowały w poniedziałek o całkowitym paraliżu sieci energetycznej na terenie całego kraju. Jest to już trzecia tak poważna awaria w ciągu ostatnich czterech miesięcy, która dotknęła populację liczącą około 11 milionów osób. Incydent ten nastąpił zaledwie tydzień po innym rozległym blackoutcie, który pozbawił prądu miliony mieszkańców zachodniej części wyspy.
Prezydent Miguel Díaz-Canel ostrzegł w miniony piątek, że kraj od ponad trzech miesięcy nie otrzymał żadnej dostawy ropy naftowej. Obecnie kubański system energetyczny opiera się niemal wyłącznie na energii słonecznej, gazie ziemnym oraz skrajnie wyeksploatowanych elektrowniach termoelektrycznych. Rząd w Hawanie bezpośrednio obarcza winą za zaistniałą sytuację amerykańską blokadę energetyczną.
Sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu po styczniowych zapowiedziach prezydenta USA Donalda Trumpa, który zagroził nałożeniem wysokich ceł na każde państwo, które zdecyduje się sprzedać lub dostarczyć ropę naftową na Kubę. Embargo to odcięło wyspę od kluczowych dostaw surowców, w tym od tradycyjnego wsparcia z Wenezueli. Brak paliwa uniemożliwia stabilną pracę elektrowni cieplnych, które stanowią fundament przestarzałej infrastruktury energetycznej kraju.
Kubańscy urzędnicy informują, że ministerstwo energii prowadzi dochodzenie w sprawie przyczyn ostatniego zapadnięcia się sieci, jednak przyznają, że system jest skrajnie niestabilny. Brak energii elektrycznej paraliżuje codzienne życie, prowadzi do masowego psucia się zapasów żywności i wymusza odkładanie tysięcy planowych zabiegów medycznych, co pogłębia dramatyczną sytuację humanitarną na wyspie.



