Brak oznak postępu po pierwszym dniu rozmów pokojowych w Genewie
Pierwszy dzień negocjacji pokojowych między Ukrainą a Rosją, odbywających się w Genewie pod mediacją Stanów Zjednoczonych, zakończył się we wtorek bez sygnałów o przełomie. Rozmowy, które mają zostać wznowione w środę, toczą się w atmosferze wysokiego napięcia, a obie strony pozostają głęboko podzielone w kluczowych kwestiach terytorialnych i gwarancji bezpieczeństwa. Jest to trzecia próba wypracowania porozumienia po dwóch nieudanych rundach negocjacji w Abu Zabi, mająca na celu zakończenie trwającego niemal cztery lata konfliktu – najkrwawszego w Europie od czasu II wojny światowej.
Prezydent USA Donald Trump wywarł w poniedziałek dodatkową presję na Kijów, stwierdzając, że Ukraińcy powinni „szybko zasiąść do stołu rozmów”. Rosja, która obecnie okupuje około jednej piątej terytorium Ukrainy, domaga się pełnej kontroli nad wschodnim regionem donieckim jako warunku jakiegokolwiek porozumienia, grożąc użyciem siły w przypadku fiaska dyplomacji. Z kolei prezydent Wołodymyr Zełenski, choć deklaruje gotowość do „godnego porozumienia”, kwestionuje powagę intencji Moskwy i podkreśla, że Ukraina nie zaakceptuje żądań godzących w jej suwerenność bez twardych gwarancji chroniących przed kolejną inwazją.
+1
Sytuacja militarna na froncie uległa w ostatnim tygodniu dynamicznym zmianom. Według analizy danych Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), siły ukraińskie odzyskały około 201 kilometrów kwadratowych terytorium, co stanowi ich najszybszy postęp od dwóch i pół roku. Sukcesy te zbiegły się w czasie z problemami technicznymi rosyjskiej armii w dostępie do systemu Starlink. Jednocześnie Rosja zmaga się z narastającymi trudnościami gospodarczymi – stagnacją wzrostu i rosnącym deficytem budżetowym spowodowanym spadkiem dochodów z ropy naftowej do poziomu najniższego od pięciu lat.
Nadzieje na sukces dyplomatyczny w Genewie są jednak niskie, zwłaszcza że tuż przed rozpoczęciem obrad Rosja przeprowadziła masowy atak przy użyciu 29 rakiet i blisko 400 dronów, uderzając w infrastrukturę energetyczną i zabijając co najmniej cztery osoby. Ukraiński minister spraw zagranicznych, Andrij Sybiha, nazwał te działania jawnym lekceważeniem wysiłków pokojowych. W odpowiedzi Ukraina przeprowadziła własny atak dronowy na południowe regiony Rosji i okupowany Krym, co doprowadziło do pożaru w jednym z rosyjskich składów paliw. Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, studził oczekiwania, zalecając dziennikarzom, by nie spodziewali się przełomowych wieści po pierwszym dniu obrad.



