Izraelski ruch osadniczy świętuje: w miesiąc z prowizorycznego posterunku powstało legalne osiedle na Zachodnim Brzegu
Głośna muzyka z ustawionych na wzgórzu głośników mieszała się z odgłosami maszyn budowlanych, niemal zagłuszając wezwania do modlitwy dobiegające z meczetu w palestyńskim Beit Sahour po drugiej stronie doliny. W pobliżu, w otoczeniu żołnierzy zabezpieczających teren, ortodoksyjne żydowskie kobiety w kolorowych chustach dzieliły się tacami świeżych warzyw, trzymając na rękach dzieci.
Tak wyglądała poniedziałkowa inauguracja nowo zalegalizowanego izraelskiego osiedla „Yatziv” — miejsca, które jeszcze niedawno było nieautoryzowanym posterunkiem z kilkoma mobilnymi domkami. Według uczestników uroczystości, to zwieńczenie wieloletnich starań osadników o przejęcie wzgórza górującego nad Beit Sahour, gdzie przez lata sprzeciwiali się m.in. planom budowy szpitala dla palestyńskich dzieci.
„Nie będzie tu państwa palestyńskiego”
Minister finansów Izraela Bezalel Smotrich, czołowy polityk ruchu osadniczego, powiedział w trakcie wydarzenia, że osadnicy „pozostaną tu na zawsze” i że „nigdy nie powstanie tu państwo palestyńskie”. Smotrich od kilku lat odpowiada w rządzie za politykę osadniczą i — jak podkreślają obserwatorzy — forsuje intensywną rozbudowę i legalizację kolejnych punktów osadniczych na Zachodnim Brzegu.
Większość państw świata uznaje izraelskie osiedla na terytoriach okupowanych za nielegalne w świetle prawa międzynarodowego. Izrael odrzuca tę ocenę. Palestyńczycy natomiast wskazują, że rozrastająca się sieć osiedli ogranicza ich przestrzeń, dzieli teren i podważa możliwość utworzenia spójnego, niezależnego państwa z Zachodnim Brzegiem jako jednym z jego filarów. Zachodni Brzeg został zajęty przez Izrael w 1967 roku.
Od kilku baraków do „pełnoprawnego osiedla” w miesiąc
Według relacji osadników, proces formalnego uznania Yatziv miał nabrać tempa po zabójstwie Izraelczyka w ataku nożownika w okolicy, co — jak twierdzi lokalny przewodniczący rady osadniczej Yaron Rosenthal — stworzyło impuls do powiązania powstania osady z narracją o bezpieczeństwie. Prowizoryczne domki ustawiono w listopadzie, a 21 grudnia Smotrich ogłosił decyzję o zatwierdzeniu tego punktu, wraz z 18 innymi.
Dla ruchu osadniczego szybkość całego procesu jest dowodem na korzystną koniunkturę polityczną. Osadnicy mówią o wzmocnieniu swojej pozycji dzięki obecności sprzyjających im polityków w izraelskim rządzie oraz zacieśnieniu relacji z administracją USA.
Niewybudowany szpital i zmiana statusu terenu
Spór o wzgórze ma długą historię. W połowie lat 2000. rozważano budowę szpitala dla palestyńskich dzieci na tym terenie, co wywołało sprzeciw osadników. Projekt ostatecznie nie został zrealizowany, a miejsce w kolejnych latach zyskało status wojskowy. Były premier Izraela Ehud Olmert ocenił, że przekształcenie terenu w instalację wojskową ułatwia późniejszą zmianę jego przeznaczenia na posterunek, a następnie osiedle.
Palestyńczycy: ziemia należy do Beit Sahour
Władze Beit Sahour podkreślają, że ziemia, na której powstało Yatziv, od dawna należała do palestyńskich rodzin. Burmistrz miasta Elias Isseid ostrzega, że nowe osiedle zwiększy presję na lokalną społeczność i może oznaczać kolejne ograniczenia w dostępie do ziemi.
Yatziv ma też znaczenie strategiczne: leży w pasie osiedli otaczających rejon Jerozolimy. W okolicy funkcjonują drogi i łączniki umożliwiające dojazd do Jerozolimy z pominięciem palestyńskich miejscowości, co — zdaniem Palestyńczyków — utrwala fragmentację terytorium Zachodniego Brzegu.
Rosnące napięcia i przemoc osadnicza
Legalizacji kolejnych osiedli towarzyszy wzrost napięć. Według danych izraelskiej armii liczba incydentów przemocy osadników wobec Palestyńczyków wzrosła w 2025 roku o 27 procent. Palestyńczycy mówią o narastającym poczuciu zagrożenia oraz o pogłębianiu się status quo, w którym ich życie codzienne jest coraz bardziej zależne od decyzji władz izraelskich i rozwoju infrastruktury osadniczej.
W poniedziałek, na drodze prowadzącej do Yatziv, ustawiono nową bramę w kolorze żółtym. U podnóża wzgórza znajduje się pusty dziś teren określany wcześniej jako „park pokoju” — symboliczny kontrast wobec świętowania osadników na nowo zalegalizowanym wzgórzu.



