Gaza: ludzie przeszukują śmietniska, by znaleźć cokolwiek do spalenia i ogrzać się zimą
Zdesperowani Palestyńczycy w jednej z dzielnic Strefy Gazy przeszukiwali wysypisko śmieci gołymi rękami, szukając plastikowych przedmiotów, które można spalić, by ogrzać się w chłodnej i wilgotnej zimie. Enklawa, wyniszczona dwuletnią wojną Izraela z Hamasem, mimo rozejmu nadal zmaga się z dramatycznymi brakami podstawowych środków do życia.
Sceny z rejonu Muwasi w pobliżu Chan Junus ostro kontrastują z wizją przyszłości Gazy prezentowaną światu. Miesiące po ogłoszeniu zawieszenia broni setki tysięcy Palestyńczyków wciąż żyją w obozach przesiedleńczych – w namiotach i zrujnowanych budynkach – bez realnej ochrony przed nocnymi spadkami temperatur, które schodzą poniżej 10°C.
Mimo rozejmu wciąż dochodzi do śmiertelnych ostrzałów
Choć obowiązuje zawieszenie broni, w Strefie Gazy nadal dochodzi do powtarzających się, śmiercionośnych ataków. W czwartek ostrzał czołgowy Izraela miał zabić czterech Palestyńczyków na wschód od miasta Gaza – przekazał Mohamed Abu Selmiya, dyrektor szpitala Al-Szifa, dokąd przewieziono ciała ofiar.
Pomoc wzrosła, ale brakuje paliwa i drewna opałowego
Mieszkańcy podkreślają, że choć od czasu rozejmu napływ pomocy humanitarnej znacząco się zwiększył, paliwo i drewno opałowe pozostają towarami deficytowymi. Ceny są – jak mówią – zaporowe, a samo poszukiwanie materiału do palenia bywa niebezpieczne.
Dla Sanaa Salah, mieszkającej w namiocie z mężem i szóstką dzieci, rozpalanie ognia to codzienne, krytyczne zadanie – potrzebne zarówno do gotowania, jak i przetrwania nocy w zimnie.
Rodzina ma zaledwie tyle ubrań, by w minimalnym stopniu chronić się przed chłodem. Salah mówi, że nie stać ich na zakup drewna czy gazu. Przyznaje, że zdają sobie sprawę z ryzyka spalania plastiku, ale nie mają alternatywy.
– „Życie jest bardzo trudne” – powiedziała, gdy domownicy dorzucali plastik i papier do ognia, by podtrzymać płomień. – „Nie możemy nawet wypić filiżanki herbaty.”
– „To jest nasze życie. Nie śpimy w nocy z zimna” – dodała.
„Mój dom zniknął, dzieci zostały ranne”
O skrajnych kosztach drewna mówi także Aziz Akel, który podkreśla, że jego rodzina nie ma żadnego źródła dochodu i nie jest w stanie zapłacić 7–8 szekli (około 2,5 dolara) za potrzebną ilość opału.
– „Mój dom zniknął, a moje dzieci zostały ranne” – powiedział.
Jego córka Lina Akel relacjonuje, że ojciec wychodzi z namiotu wcześnie każdego ranka, by szukać na śmietnisku plastiku do spalenia – jak to ujęła – „podstaw życia”.
W cieniu trwających niedoborów i ryzyka kolejnych ataków, dla wielu rodzin w Gazie walka o ciepło i możliwość ugotowania posiłku pozostaje codziennym wyzwaniem.



