Niemiecki minister opuszcza Berlinale po oskarżeniach o współudział w „ludobójstwie” w Gazie
Niemiecki minister środowiska Carsten Schneider (SPD) demonstracyjnie opuścił galę wręczenia nagród 76. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie w sobotę wieczorem. Decyzja ta była reakcją na przemówienie syryjsko-palestyńskiego reżysera Abdallaha Al-Khatiba, który odbierając nagrodę za najlepszy debiut filmowy (za „Kroniki oblężenia”), oskarżył rząd RFN o bycie „partnerem w ludobójstwie dokonywanym przez Izrael w Gazie”. Resort Schneidera określił te słowa jako „niedopuszczalne”, a sam minister był jedynym przedstawicielem rządu federalnego obecnym na ceremonii zamknięcia.
Incydent ten jest kulminacją trwających od tygodnia napięć, które zdominowały tegoroczną edycję festiwalu. Atmosfera stała się wyjątkowo gęsta po deklaracji przewodniczącego jury, Wima Wendersa, który stwierdził, że kino powinno „trzymać się z dala od polityki”. Wywołało to falę protestów wśród artystów; ponad 80 filmowców, w tym gwiazdy takie jak Javier Bardem i Tilda Swinton, podpisało list otwarty krytykujący „milczenie” Berlinale w sprawie Gazy. Z udziału w festiwalu wycofała się również słynna indyjska pisarka Arundhati Roy, argumentując, że postawa kierownictwa imprezy wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie jest „niewybaczalna”.
Reakcja polityczna w Berlinie była natychmiastowa i ostra. Alexander Hoffmann, prominentny polityk partii CDU/CSU kanclerza Friedricha Merza, potępił „antysemickie sceny” podczas gali i wezwał do debaty w Bundestagu. Również burmistrz Berlina, Kai Wegner, ocenił, że publiczne demonstrowanie nienawiści wobec Izraela stoi w sprzeczności z misją festiwalu. Sytuację komplikuje fakt, że sam kanclerz Merz w ostatnich miesiącach zaostrzył retorykę wobec Izraela, określając sytuację humanitarną w Gazie jako „nie do przyjęcia”, co jednak nie powstrzymało oskarżeń pod adresem jego rządu o polityczne i militarne wspieranie działań Izraela.
Mimo skandalu dyplomatycznego, festiwal ogłosił swoich zwycięzców. Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film otrzymał dramat „Żółte listy” (Gelbe Briefe) w reżyserii Ilkera Çataka, opowiadający o prześladowaniach artystów w Turcji. Reżyser, odbierając statuetkę, zaapelował do środowiska o jedność, ostrzegając, że „prawdziwe zagrożenie czai się na zewnątrz” w postaci autorytaryzmu i nihilizmu. Tegoroczne Berlinale zostanie jednak zapamiętane głównie jako arena głębokich podziałów, które postawiły pod znakiem zapytania tradycyjnie progresywny i polityczny charakter największego niemieckiego święta kina.



