Agentzy Secret Service zastrzelili uzbrojonego mężczyznę przy posiadłości Mar-a-Lago
Agentzy Secret Service zastrzelili w niedzielę nad ranem mężczyznę, który sforsował obwód bezpieczeństwa posiadłości prezydenta Donalda Trumpa, Mar-a-Lago, w Palm Beach na Florydzie. Do incydentu doszło około godziny 1:30 czasu lokalnego, gdy napastnik, zidentyfikowany jako mężczyzna po dwudziestce, został zauważony przy północnej bramie rezydencji. Według oficjalnych komunikatów podejrzany był uzbrojony w strzelbę i niósł kanister z paliwem. Mimo wezwań do odrzucenia przedmiotów, mężczyzna wycelował broń w stronę funkcjonariuszy, co zmusiło dwóch agentów Secret Service oraz zastępcę szeryfa do otwarcia ognia. Napastnik zginął na miejscu; po stronie służb nie odnotowano rannych.
+1
W momencie ataku prezydent Donald Trump przebywał w Waszyngtonie, a Secret Service potwierdziło, że żadna z osób objętych ochroną nie znajdowała się w tym czasie na terenie posiadłości. Incydent ten natychmiast stał się zarzewiem konfliktu politycznego w stolicy. Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, oskarżyła Partię Demokratyczną o odpowiedzialność za narażenie bezpieczeństwa prezydenta w związku z trwającym częściowym paraliżem rządu (shutdown). Blokada finansowa uderzyła w Departament Bezpieczeństwa Krajowego, któremu podlega Secret Service. Demokraci uzależniają przyznanie funduszy od zmian w kontrowersyjnej kampanii masowych deportacji prowadzonej przez administrację Trumpa.
Niedzielne wydarzenia wpisują się w niepokojący trend wzrostu przemocy politycznej w Stanach Zjednoczonych. Tylko w tym miesiącu Ryan Routh, niedoszły zamachowiec z pola golfowego na Florydzie z 2024 roku, został skazany na dożywocie. Dzisiejszy incydent przypomina również o zamachu w Pensylwanii z lipca 2024 roku, gdzie Thomas Matthew Crooks ranił Trumpa w ucho. Fala agresji dotyka obie strony sceny politycznej – w ostatnich miesiącach zginął prawicowy influencer Charlie Kirk oraz demokratyczna kongresmenka Melissa Hortman, a gubernator Pensylwanii Josh Shapiro przeżył próbę podpalenia domu.
Tożsamość zastrzelonego napastnika nie została jeszcze podana do publicznej wiadomości, ponieważ śledczy próbują powiadomić jego najbliższych. Służby badają motywy działania mężczyzny oraz to, w jaki sposób zdołał zbliżyć się do tak silnie strzeżonego obiektu z bronią i łatwopalnym materiałem. Federalne Biuro Śledcze (FBI) dołączyło do dochodzenia, aby sprawdzić, czy napastnik działał sam, czy był częścią większej grupy planującej atak na rezydencję prezydenta, która od lat jest jednym z najbardziej symbolicznych i kontrowersyjnych miejsc na mapie politycznej Ameryki.



