polityka

Samoloty startują z Bejrutu mimo izraelskich bombardowań

 

Dym po izraelskim ataku wciąż unosił się w powietrzu, gdy maszyna narodowego przewoźnika Libanu startowała z lotniska w Bejrucie. Jedyne międzynarodowe lotnisko pasażerskie w kraju pozostaje otwarte, mimo trwającej od zeszłego miesiąca wojny między Izraelem a Hezbollahem.

Obiekt, położony na wybrzeżu Morza Śródziemnego na obrzeżach południowych dzielnic Bejrutu, funkcjonuje w ekstremalnych warunkach. Choć tablice odlotów są niemal całkowicie czerwone od odwołanych połączeń, libańskie władze lotnicze deklarują determinację, by utrzymać łączność kraju ze światem.

Gwarancje bezpieczeństwa i rola USA
Mohammed Aziz, szef libańskiego urzędu lotnictwa cywilnego, wyjaśnił, że decyzja o utrzymaniu pracy lotniska opiera się na analizie ryzyka oraz informacjach otrzymywanych „głównie z ambasady USA”. Władze Libanu otrzymały w tym tygodniu dodatkowe zapewnienia, że infrastruktura lotniska zostanie oszczędzona.

Stało się to po tym, jak w czwartek Izrael wydał ostrzeżenie o ewakuacji rozległych obszarów południowego Bejrutu, w tym głównej drogi prowadzącej do portu lotniczego. Mimo groźby, samoloty Middle East Airlines (MEA) kontynuowały lądowania zaledwie kilka godzin po komunikacie.

Specyficzne korytarze powietrzne
Ruch na lotnisku spadł o ponad połowę w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłych latach. Większość zagranicznych linii zawiesiła loty, a MEA utrzymuje ograniczoną liczbę połączeń, m.in. trzy rejsy dziennie do Turcji (zamiast standardowych jedenastu).

Piloci MEA, zachowując anonimowość, wyjaśniają zasady współdzielenia przestrzeni powietrznej z izraelskimi maszynami wojskowymi:

Precyzyjne trasy: Samoloty cywilne poruszają się po ściśle wyznaczonych korytarzach powietrznych.

Transpondery: Maszyny mają stale włączone urządzenia nadawcze, dzięki czemu ich pozycja jest znana izraelskim radarom.

Pułapy lotu: Izraelskie drony i samoloty wojskowe zazwyczaj operują na innych wysokościach niż lotnictwo komercyjne.

Lotnisko jako symbol oporu
Mimo bezpośredniego sąsiedztwa z bastionem Hezbollahu, który jest celem zmasowanych nalotów, zarządzający lotniskiem Jalal Haidar wyraża pełne zaufanie do systemów bezpieczeństwa. Haidar, który wcześniej zarządzał portami lotniczymi w USA, wykorzystuje mniejszy ruch pasażerski do kontynuowania prac renowacyjnych.

„Lotnisko jest bezpieczne, podobnie jak jego otoczenie i przestrzeń powietrzna” – zapewnia Haidar. „Jesteśmy przygotowani, by pozostać otwarci i operacyjni. Napędza nas determinacja, by Liban nie został odcięty od reszty świata”.

Related Articles

Back to top button